Fundacja Pasja

Adopcja realna Kubusia

Moc przyjaźni!

ZAPISZ SIĘ DO NASZEGO NEWSLETTERA!





Dzienne pokrycie posiłków
7zł


Dzienne utrzymanie
15 zł


Miesięczne utrzymanie
450 zł


Przekaż dowolną darowiznę:




Możesz dokonać darowizny  wpisując w tytule przelewu np. "Kubuś'' na numer konta:
Swift/Bic: BPKOPLPW IBAN:
PL: 72 1020 5242 0000 2302 0453 8427

Adopcja realna Kubusia

Historia Kubusia…

Stracić nadzieję, to żyć w potwornej agonii, która odbiera radość i zmusza do wegetowania na świecie resztkami sił, jakie tkwiącej w tej męce istocie pozostały. Patrzę w jego smutne oczka, które nie pokazują nic więcej, jak błagalne wołanie o pomoc. Dwa czarne węgliki i smutek z nich bijący, nie pozwala mi zapanować nad moim bolącym z żalu sercem… A jeszcze pomyśleć, że przecież jego serduszko musi łkać o wiele mocniej niż moje…

Patrzę na jego chrapy i pysk, przez który handlarz przełożył linę i serce się kraje, gdy to biedactwo rży swym cieniuteńkim, jakby płaczącym rżeniem i nasłuchuje z resztką nadziei, czy ktokolwiek na nie odpowie… Przecież woła już tyle dni ze swej ciemnej, handlarskiej obórki. Ale na koszmar Kubusia świat milczy. Kolejny koń skazany na śmierć, bo po co komu chory koń? Przecież to tylko problem, że pieniądze trzeba wydawać, a zysku nie mieć…

I tak przesądzony przez chorobę i ekonomię, Kubuś znalazł się w obórce handlarza. Nie takiej z bajki, a wyciągniętej wprost z rzeczywistości koni czekających w kolejce na wywóz do ubojni. Z dala od innych zaprzyjaźnionych koni i twarzy, które pomimo przyjacielskiego uśmiechu w zdrowiu,  wystawiły Kubusia jak zepsuty przedmiot w chorobie.

Konie nie płaczą, mówi się. Ale jak inaczej można określić ich oko, gdy te cierpią? Czy nie ma w nim tylu emocji, smutku, bezradności, przerażenia jak i u zmartwionego człowieka? Czy one muszą dokonywać rzeczy niesamowitych, aby ktoś w ogóle był łaskawy spojrzeć w ich stronę?

Tygodnie bez wychodzenia z obórki. Tyle tylko, aby przyczepą do handlarza zawieźć. Tygodnie stania na bolących kopytach i ten kaszel, jakby płuca miały zaraz się z ciała wydrzeć.

Kubuś to takie chodzące nieszczęście, ale jakże rozczulające. Nie wiem, jak można go było oddać w ręce handlarza, nie próbować nawet znaleźć mu pomocy… Przecież to tak szlachetna duszyczka. Koń jest chory, kaszle i jest świeżo po ochwacie tzn. ciężkiej i bolesnej chorobie kopyt, po której powikłania ciągną się latami, ale i przy odpowiedniej opiece, mogą ustąpić znacznie szybciej.

Kubusia udało się uratować i wyleczyć.

Kubuś jest niewielkim kucem, który śmiało mógłby trafić do domu adopcyjnego, jako koń towarzyszący,  najlepsza kosiarka na świecie- albo po prostu jako zwykły przyjaciel do wspólnych spacerów czy pieszczot…

Może to właśnie ty chciałbyś adoptować Kubusia?

Przekaż dowolną darowiznę:





Wesprzyj

Wesprzyj fundacje

Wybierz kwotę darowizny:

Wpłać dowolną kwotę:

Chcesz uzyskać
więcej informacji?

665 403 450