Szczeniaczki szukają domu????

Szczeniaczki szukają domu????

 

Kochani, cztery przeurocze, pełne energii i radości szczeniaki, szukają kogoś wyjątkowego ( właśnie takiego jak Ty????) do kochania, przyjaźni i szczęśliwych, wspólnych chwil- oczywiście na żywo, nie wirtualnie????. Tak się przytrafiło, że dwa szczeniaki to pieski, a dwie to suczki- każdy piesek jest własną, cudowną indywidualnością, bo jeden jest bardzo energiczny, drugi spokojniejszy, trzeci lubi pieszczoty a czwarty tylko by się bawił… w filmiku przybliżamy ich troszkę bardziej, bo to właśnie jeden z nich, może okazać się pieskiem, który jest twoim marzeniem???? ????Aby zaadoptować szczeniaka: ➡️➡️Skontaktuj się z nami: 662 224 089 ➡️➡️lub napisz do nas: pasjafundacja@gmail.com ????Możesz wesprzeć nasze działania w inny sposób, niż adopcja zwierzaka: https://www.fundacja-pasja.pl/wesprzyj/

Dziękujemy z całego serca za uratowanie Bolka!

Dziękujemy z całego serca za uratowanie Bolka!

Kochani,

Bolek jest już w naszej fundacji, przeszedł przez diagnostykę weterynaryjną i już nie długo, dołączy do innych koni- ale najpierw, zajmiemy się tym, aby zaczął się dobrze zachowywać- spędzamy z nim dużo czasu, łapiemy za nogi, czyścimy, prowadzamy na lince, oklepujemy i dużo głaszczemy- wszystko po to, aby Bolek zyskał bezpieczeństwo i szacunek do człowieka, z którym ma ogromny problem…

Dziękujemy Wam kolejny raz????Rambo, Stefan i Bakart bezpieczne!

Dziękujemy Wam kolejny raz????Rambo, Stefan i Bakart bezpieczne!

 

Kochani???? Dziękujemy Wam kolejny raz???? Rambo, Stefan i Bakart niebyły krzywdzone, ale los postawił je w obliczu ogromnego nieszczęścia, gdyż te trzy konie????????????, choć miały u swoich właścicieli szczęśliwe i godne życie, zostały pozbawione tego, by ten dom i opiekunów mieć- choć ich więź i miłość była naprawdę silna, problemy finansowe potrafiły rozdzielić nawet ją, pomimo sprzeciwu wszystkich. Ich właściciele najbardziej obawiali się tego, że konie trafią na rzeź- bo są one końskimi staruszkami i to bardzo grubiutkimi- jednak dzięki Wam, mogliśmy pomóc koniom i ich opiekunom, w tej trudnej sytuacji, w jakiej postawił ich los. Dzięki waszej pomocy, mogliśmy zająć się końmi i zapewnić im wszystko, czego potrzebują. Stefan i Bakart, znalazły nowe, kochające domy i opiekunów????. Rambo jest w naszej fundacji???? i choć ma się jak pączek w maśle, wciąż na ten dom adopcyjny czeka… bo miłości potrzebuje bardzo wiele????. Jesteście wspaniali- trzy konie i my, ogromnie Wam dziękujemy???? ????Jesteś zainteresowany adopcją realną Rambo? ????Zadzwoń do nas: 662 224 089 lub napisz: pasjafundacja@gmail.com

 

Żyć jak pies z kotem, czyli po przyjacielsku!

Żyć jak pies z kotem, czyli po przyjacielsku!

Witajcie kochani!

Na samym początku, z wszystkimi naszymi podopiecznymi życzę wam miłej soboty i zapraszam do przeczytania krótkiego artykułu o życiu  ”jak pies z kotem”.

Wiele osób z mojego otoczenia,  pewnie tak samo jak Wy kochani, zna mnóstwo sytuacji, w których to psy ganiają koty i są nieprzyjaciółmi, wciąż ze sobą walczącymi. Agresywne do drugiego gatunku są najczęściej psy, ale i koty bardzo rzadko pozostają im dłużne. Poprzez takie sytuacje, można by rzec, że od zawsze, mówi się, że jak ktoś z kimś się nie lubi, to żyje jak pies z kotem- ale czy na pewno ten pies i kot są nieprzyjaciółmi? Patrząc na naszych podopiecznych, mam wrażenie całkowicie odwrotne…

Wiadomo. Porozumienie to rzecz bardzo trudna, nawet dla człowieka z człowiekiem, a co dopiero, porozumienie pomiędzy dwoma gatunkami, u których te same zachowania, oznaczają całkowitą odwrotność. Pewne gesty, które kot wykonuje w dobrej wierze, mogą być dla psa odebrane jako prowokujące i na odwrót, dlatego też, jeżeli pies zrozumie kota „po psiemu”, może się to dla niego źle skończyć- jednak z naszą pomocą, dogadanie się ich, jest osiągalne.

Nie można dopuścić, by pies był agresywny dla kota na tyle, aby gonić go od razu, gdy ten pojawi się w jego polu widzenia- powinno się to u psa zagaszać, aby dać tym dwom gatunkom możliwość bliższego obcowania- kontrolować, jak pies zachowuje się w obecności kota, jak kot reaguje na obwąchanie przez psa… jeżeli jesteśmy dla swojego psa  przywódcom,  powinien on wiedzieć, że nie może traktować tak kota i szybko zrozumieć, że jako jego przywódca, wymagamy od niego, aby znalazł z tym kotem wspólny język, nawet wtedy, gdy co do tego kota miał inne plany…  nad kotem trudno mieć taką kontrole, jak nad psem, bo jednak nie na darmo mówi się, że koty własnymi ścieżkami chodzą, dlatego w relacji tej, warto bardziej skupić się na poprawie zachowania ze strony psa, a z czasem, kot sam zechce dołączyć do współpracy.

Inspiracją do poruszenia tego tematu, są oczywiście nasi podopieczni, którzy żyją na jednym terenie i jedzą z przysłowiowej „ jednej miski” choć część z nich, to koty, a część to psy- i nie ma tu problemu, że któreś któremuś przeszkadza- z naszą lekką pomocą, pomimo różnić, dogadują się na tyle, aby żyć w zgodzie.

Na początku, gdy trafia do nas nowy podopieczny i za przykład wezmę sunię z szczeniakami, są problemy- pierwszego dnia, ganiała ona koty i wciąż na nie szczekała- jednak nasza natychmiastowa interwencja i po prostu upominanie jej za każdym razem oraz pilnowanie, aby nie zrobiła im krzywdy, zaowocowała za kilka dni w to, że sunia z kotem się nawzajem o siebie ocierały… kot miauczał, a sunia wyglądała na zadowoloną.

Wiem, że każde zwierzę  można optymalnie do wielu rzeczy przyzwyczaić- często, gdy dzwonią osoby chętne adoptować jakiegoś podopiecznego, mówią, że mają kota i trochę się boją, jak to będzie- moja odpowiedź jest taka, że u nas kot i pies, żyje jak przyjaciel i problemu tak jak nie ma, tak i nie będzie. Bo u nas, po prostu nie pozwalamy, aby takowa różnica pomiędzy psem a kotem powstała- dla dobra wspólnoty.

Czym pies jest starszy, trudniej przyzwyczaić go do pewnych zmian, więc najłatwiej jest dogadać się kociakowi ze szczeniakiem- i na własnym doświadczeniu, jest to prawdą, bowiem przykładem tego jest nasz mały Kocurek, który codziennie od trzeciego tygodnia życia, przebywa i bawi się ze szczeniakami, bo innych małych kotków nie mamy- różnicy pomiędzy nim, a innymi szczeniaczkami nie ma żadnej, a ich zabawa jest po prostu cudowna. Od pierwszych chwil, dogadali się bez problemu. Nasza Lily, choć jest już trochę starszym pieskiem niż reszta szczeniaków, również uwielbia Kocurka- jest dla niego bardzo opiekuńcza a jej ruchy, są bardzo delikatne, aby go nie skrzywdzić.

Aby dojść do zgody kota i psa, warto jest pozwolić obydwu gatunkom poznać ich języki i zachowania, ingerując dopiero wtedy, gdy sytuacja zaczyna robić się niepokojąca. Nasze czuwanie, powinniśmy zaznaczyć mocno na początku, a następnie dyskretnie obserwować i naprowadzać na dobrą ścieżkę, tylko wtedy, gdy to konieczne… Każdy pies i każdy kot to indywidualność. Jedne zwierzęta pojmą wszystko w dzień, innym zajmie to znacznie dłużej- to tak jak u nas, u  ludzi  na przykład z nauką języka obcego.

Myślę, że większość osób mających psa i kota, już dawno wie, że ich wrogość to nie do końca prawda i że te dwa gatunki, potrafią wspólnie się odnaleźć.

Pamiętajcie! Kot nie jest przeszkodą, aby mieć psa i na odwrót- wystarczy tylko włożyć trochę swojej pomocy, by pies i kot zaczęły się nawzajem szanować, a tym samym dogadywać.

Naszym marzeniem jest wciąż wyczekiwana budowa azylu…

Naszym marzeniem jest wciąż wyczekiwana budowa azylu…

Azyl kojarzy się z miejscem bezpiecznym, ciepłym, troskliwym i szczęśliwym- miejscem, w którym wiele psów zyskuje to, co los wciąż im wyszarpywał.

Mamy coraz więcej uratowanych psów, w tym wiele małych szczeniaków. Dajemy im wszystko, co los wcześniej im zabrał- traktujemy je nie tylko jak zwierzęta, a prawdziwych przyjaciół, których miejsce jest już na zawsze w naszych sercach- tak bezwarunkowo.

Ratujemy je przed śmiercią głodową, z pragnienia, wycieńczenia, poważnej choroby- bo z pasją, można przezwyciężyć nawet tak poważne zagrożenie, w którym obliczu, nawet specjaliści dają marne szanse.

A jednak już nie raz przez doświadczenie, niezłomnie odpowiedzialną opiekę i miłość do drugiej istoty, uratowaliśmy zwierzęta, które były w stanie agonalnym i niewielu, dawało im jakiekolwiek szanse.

Moim marzeniem i tych wszystkich skrzywdzonych psów, po wielu przejściach, pozostawiających okropny ślad na całe ich życie, jest to, aby one już zawsze czuły się komfortowo i bezpiecznie. Naszym marzeniem, a zarazem ogromną potrzebą jest wybudowanie tak długo wyczekiwanego azylu- by nasza przysięga, że bierzemy odpowiedzialność za te wszystkie uratowane psy do końca ich życia, że gwarantujemy im bezpieczeństwo i należytą opieką z idącą w parze bezwarunkową miłością do nich, nie była tylko pustymi słowami, że jednak czegoś nie zdołaliśmy im zapewnić.

Nie zamkniemy zwierząt w kojcach. Nie pozamykamy w ciasnych boksach– budową azylu, zagwarantujemy im miejsce odnowy, odnalezienia zaufania do człowieka, integracji z innymi zwierzętami, a przede wszystkim tak bardzo potrzebnej każdemu zwierzęciu wolności i bezpieczeństwa w domowych warunkach.

Nie chcemy stworzyć schroniska, a azyl dla wielu skrzywdzonych psów, w którym będą mogły patrzeć na świat nie przez oszpecające i zabierające tak dużo kraty kojca, a spoglądać na niego poprzez prawdziwe szczęście, biorące się z zaspokojenia tak ważnych potrzeb, jakimi jest potrzeba wolności i swobody, integracji i dotyku drugiego psa oraz potrzeba komfortu, które zagwarantujemy im, tak jak i robimy to dziś od wielu, wielu lat.

Pracujemy z psami, wyciągamy je z najbardziej dramatycznych problemów- otwieramy im nasze serca, aby poczuły, jak to jest być kochanym, a nie tylko katowanym i wciąż zniewolonym.

Przeciwności, jaką jest brak ogromnych funduszy na budowę azylu, sami nie przezwyciężymy. Proszę was bardzo, kochani- jeżeli razem udźwigniemy tą inicjatywę, jestem pewna, że wiele psów, jak i ja sama, będzie wam niezmiernie wdzięcznych- za podarowanie życia, którego każdy z tych czworonożnych przyjaciół zawsze pragnął. Miejsca, które stanie się ich oazą i schronieniem przed koszmarem tego świata, które każdy z nich już tak dobrze zna. Miejscem,  którego ja pragnę dla każdego mojego czworonożnego przyjaciela, który nie jest dla mnie tylko psem, a częścią mnie samej.

Koszt budowy i wyposażenia azylu z całą infrastrukturą to 100 000 złotych- inwestycja w ten azyl jest inicjatywą bardzo ważną i potrzebną– ponieważ ciężar, jaki każdego dnia na mnie spoczywa, staje się coraz trudniejszy do udźwignięcia, bo z każdym nowym psim podopiecznym, opieka nad nimi jest trudniejsza, bo z każdym nowym dniem, przypilnowanie ich, staje się coraz mniej prawdopodobne, gdy wkoło nie ma się żadnego ogrodzenia, a tylko ogromny las, łąki, pola, drogi…

Te psy, które były katowane, schorowane, porzucone i zaniedbane, marzą o tym, by poczuć się wreszcie bezpiecznym i najcudowniejsze jest to, że z twoją pomocą, możemy im to dać w jak najlepszym wykonaniu.

Karmelek jest już w naszej fundacji!

Karmelek jest już w naszej fundacji!

Kochani,

Karmelek jest już u nas i od samego początku pobytu, został objęty intensywnym leczeniem kopyt i przeszedł przez pełną diagnostykę weterynaryjną. Oprócz wielu problemów z kopytami, ku naszej radości, Karmelek jest zdrowym koniem- codziennie wychodzi na padok i choć nie korzysta z niego w stu procentach, bo jednak kopyta go bolą, to zaznaje choć trochę wolności i szczęścia wśród innych koni i mnóstwa przepysznej trawy. Jego leczenie będzie procesem długotrwałym- ale tylko dzięki niemu, Karmelek będzie mógł wrócić do pełni zdrowia- bo to własnie przez ubytek nad nim i koszty się z tym wiążące, został skazany na śmierć.

Dziękujemy za każde wsparcie i pomocną dłoń, wyciągniętą w stronę Karmelka- dzięki temu, jego handlarska lina i wyrok, zamieniła się w wspaniałą troskę i cudowne miejsce w naszej fundacji. Karmelek z całego serca Wam dziękuje!

Adopcja wirtualna z pasją…

Adopcja wirtualna z pasją…

Kochani???? Życie ze zwierzętami, daje wiele radości i szczęścia- nie tylko nam, bo przecież zwierzęta również chcą być kochane- ale co wtedy, kiedy nie możemy mieć swojego zwierzęcego przyjaciela realnie?- można go zaadoptować wirtualnie❤️. To bardzo proste, bo wystarczy: ????wejść na naszą stronę internetową ????wybrać odpowiedniego podopiecznego ????wypełnić formularz adopcji wirtualnej Ciesz się zdjęciami, pomocą i kontaktem z wybranym podopiecznym, nie wychodząc z domu- a jeśli masz chęć, zawsze możesz go odwiedzić w rzeczywistości????.

Dziękujemy za pomoc- Nostrzykowi, Maluchowi, kocurkowi i suni.

Dziękujemy za pomoc- Nostrzykowi, Maluchowi, kocurkowi i suni.

Kochani, Bardzo dziękujemy za każde wsparcie Nostrzyka, bo w każdym geście, wielka siła jedności- dzięki wam, Nostrzyk ma zapewnioną operację, leczenie, opiekę- rzeczy pochłaniające ogromne koszty, a tak bardzo mu potrzebne. Nie jest to ostateczny rezultat zbiórki, ponieważ Nostrzyk, ze względu na swój młody wiek, nie ma jeszcze do końca skostniałych kości i z operacją najlepiej wstrzymać się do czasu, gdy koń będzie miał ponad 1,5 roku- tak uznał nasz weterynarz- gdy tylko Nostrzyk przejdzie przez operację, zamieścimy tu zdjęcia i informacje o jego stanie zdrowia- zbiórka ta, choć zakończona, wciąż będzie miała dodawane nowe aktualizacje, aż Nostrzyk dojdzie do etapu, w którym wreszcie będzie zdrowy. Jeszcze raz dziękujemy za każdą pomoc- jesteście kochani i robicie tak wiele dla tak wielu- w tym dla Nostrzyka!

Kochani, Bardzo dziękujemy za pomoc choremu Maluchowi- źrebaczkowi i nam udało wyjść się z przykurczu ścięgien, jednak jak to często bywa, nasz Maluch okazał się koniem specjalnej troski, bo wciąż przytrafiają się mu kolejne problemu zdrowotne- jednak nic poważnego, co zagrażało by jego życiu i utracie zdrowia, nie grozi. Maluch wychodzi na łąkę, a tam ochoczo bawi się z naszym innym podopiecznym- Jeremim. Dzięki wam, Maluch pozbył się cierpienia i bólu- dzięki wam, kochani, zyskał bajeczne życie pod opieką naszej fundacji. Jesteście niezastąpieni!

Kochani, Sunia i jej sześć maleństw przebywa pod opieką naszej fundacji. Sunia jest bardzo chuda, więc dostaje specjalistyczną karmę, aby szybko się odbudować. Natomiast jej maleństwa są zdrowe i za niedługi czas, wszystkie przejdą przez wizytę u weterynarza- pierwsze sczepienie i kontrola. Gdy trochę podrosną, chcemy, aby znalazły domy adopcyjne- takie przepełnione miłością i przyjaźnią. Jeszcze raz bardzo wam dziękujemy- jesteście wielcy! Sunia i sześć maleństw są wam ogromnie wdzięczne!

Kochani, Dziękujemy za pomoc Kocurkowi-dzięki niej, możemy obdarzyć go najlepszą opieką, której tak bardzo potrzebuje. Kocurek znacznie urósł, nabrał siły i tym samym, wiemy, że będzie już żył- my jak i weterynarz, przez pierwsze tygodnie dawaliśmy mu słabe szanse, gdyż kot nie chciał pić mleka i był bardzo słaby, ale dzięki opiece, odpowiedzialności i szczęściu, udało się uratować kotka. Kocurek dale jest pod nasza opieką, jednak gdy jeszcze trochę podrośnie, chcemy, aby znalazł on swój prawdziwy dom i jednego opiekuna- może właśnie ktoś z was chciałby nim zostać? Jeszcze raz dziękujemy za pomoc kocurkowi, który teraz, ma życie jak w bajce w naszej fundacji.

Nowe informacje o kocurku

Nowe informacje o kocurku

Kochani,

 

Z kocurkiem jest już znacznie lepiej- początkowo maluszek miał ogromne problemy z trawieniem, przez to ciągle miał rozwolnienie- było to dla niego bardzo męczące. Zmieniliśmy mu mleko i do towarzystwa, ponieważ kocurek był bardzo samotny, daliśmy mu naszą starszą kocią podopieczną- Łatkę, która spisała się na medal. Kocurek stał się przy niej spokojny. Na ratunek z odparzeniami i wylizywaniem, który tak małemu maleństwu jest bardzo potrzebne, ponieważ matka wylizuje swoje dziecko po każdym karmieniu, przyszła nasza Lily i choć jest psem, to bardzo lubi opiekować się kocurkiem. Maluszek potrzebuje ciągłej opieki, wciąż karmiony jest sztucznym mlekiem, ale jest on coraz silniejszy i mamy nadzieję, że z troską naszą i innych naszych podopiecznych, wyrośnie na zdrowego i ślicznego kota.

Dziękujemy za pomoc Siwej. Uratowaliście jej życie i podarowaliście opiekę!

Dziękujemy za pomoc Siwej. Uratowaliście jej życie i podarowaliście opiekę!

Kochani,

Dziękujemy za pomoc Siwej- gdy minie potrzebny czas i rana pooperacyjna całkowicie się zagoi, Siwa dołączy do  naszego stada i będzie wypuszczona na duże łąki- teraz, wychodzi jedynie na mały padok i będzie tak do czasu, aż weterynarz uzna, że wszystko prawidłowo się zrosło.

Uratowaliście je życie. Dziękujemy razem z Siwą. Jesteście niezastąpieni!

Konkurs z Pasją dla młodszych i starszych!

Konkurs z Pasją dla młodszych i starszych!

????????????????????
Konkurs- dla młodszych i starszych
Dla jednych wakacje to czas cudownych wycieczek, zabawy, oderwania się od szkoły i wielu obowiązków- ale co wtedy, gdy nuda nawet na wakacjach nas dopada?????
????Można wykazać się kreatywnością i wziąć udział w naszym konkursie!
????Praca konkursowa to praca na temat MÓJ PUPIL NA WAKACJACH. Technika jest dowolna, format pracy również- ważne jest, aby w jak najciekawszy sposób pokazać swojego pupila i sposób, w jaki on spędza wakacje. Może na spacerze, może nad morzem, może w górach a może w domu? Może farbami, może kredkami, może pastelami!
Wybór należy do ciebie????!
????Prace należy wysłać na e- mail: pasjafundacja@gmail.com – w wiadomości należy napisać imię i nazwisko autora pracy.
Dla zwycięzcy przygotowana specjalna nagroda, która zadowoli nie tylko autora a i jego pupila????????????

Czas płynie a Siwa nie może czekać…

Czas płynie a Siwa nie może czekać…

Kochani,

Czasem zdarza się, że pomimo największych chęci, wszystko idzie jak krew z nosa i nie da się z tym nic zrobić. W przypadku Siwej, która potrzebowała pilnej operacji na swoją przepuklinę, również zmagamy się z tym problemem- czas upływa, a funduszy wciąż brakuje. Jednak nie mogliśmy dłużej czekać i Siwa jest już po operacji, choć za operację wciąż trzeba zapłacić. Teraz, Siwa odpoczywa i najważniejszy jest czas i kontrolowanie stanu rany, by wszystko dobrze się goiło.Mamy nadzieję, że zostaniecie z nami do końca- dziękujemy za wszystko, co zrobiliście do tej pory.

Na zawsze w naszych sercach, staruszku Scooby…

Na zawsze w naszych sercach, staruszku Scooby…

Kochani…

Mówi się, że za tęczowym mostem, każde zwierzę odpocznie od koszmaru, jaki spotkał je na ziemi i niestety, z czasem każde zwierzę za ten tęczowy most odchodzi- nasz kochany, wierny przyjaciel Scooby też znalazł się już na jego drugim końcu… nie przez chorobę, zaniedbanie- bo u nas miał wszystko, czego potrzebował. Miał mnóstwo miłości, troski, opieki- ale jak każdy, z czasem Scooby stawał się coraz starszy. I teraz, odszedł od nas, bo właśnie ta nieunikniona starość zabrała go ze sobą, pozostawiając wiele wspomnień i chwil przeżytych razem- ranków, gdy wesoło podążał z nami na spacer, leniwych popołudni, gdy każdy nie ominął go, bez jakiejś pieszczoty, wieczorów, gdy jak prawdziwy stróż, pilnował porządku w fundacji-już go nie ma, ale tylko swym ciałem, bo w naszych sercach i myślach dalej jest z nami. Zawsze był i na zawsze pozostanie członkiem naszej rodziny. Naszym przyjacielem, który zrobiłby dla nas wszystko… my dla niego również robiliśmy wszystko, by starość przeżył jak najlepiej… jednak rzeczy nieuniknionych nie jesteśmy w stanie powstrzymać.

Dziękujemy za wszystko, co zrobiliście dla staruszka Scoobiego. Kochamy Cię Scooby.

Nie każdy źrebak ma beztroskie dzieciństwo- informacje o naszym Maluchu.

Nie każdy źrebak ma beztroskie dzieciństwo- informacje o naszym Maluchu.

Kochani,

Nasz kochany Maluch nie ma beztroskiego dzieciństwa, bo niestety, wciąż dotykają go kolejne problemy- choć jego przykurcz ścięgien, po długiej walce i ciągłej opiece udało się opanować i wyprowadzić z niego źrebaczka, po wielu antybiotykach i ogólnym osłabieniu organizmu, źrebaczek wciąż boryka się z kolejnymi problemami- nie może brykać i bawić się z innymi końmi- wciąż jest leczony i pod specjalną opieką. Ostatnio zmagaliśmy się z ropieniem przez który źrebak bardzo cierpiał i do dziś, ma jeszcze ranę po nim. Przez to, że maluszek często się potyka, na jego stawach są rany, które trzeba odkażać i bandażować, bo o zakażenie, tym bardziej w tak osłabionym organiźmie, wcale nie trzeba się prosić… nasz biedny Maluch…

Nowe informacje o Migotce- szczeniaku z wysypiska!

Nowe informacje o Migotce- szczeniaku z wysypiska!

Kochani,

Z Migotką jest już dużo lepiej- kolejny raz wygraliśmy walkę o życie potrzebującej ratunku istoty. Szczeniak jest żywym pieskiem- sunia wiele wycierpiała, bardzo długo była osowiała, nic ją nie interesowało- jednak po kroplówkach i lekach, okazało się, że sunię ciekawi wszystko. Szczeniak dalej często odpoczywa i wciąż jeździ na wizyty kontrolne do weterynarza- powrót do zdrowia jest procesem długotrwałym, ale jesteśmy pewni, że już wszystko będzie dobrze.

Dziękujemy za pomoc Migotce- bądźcie z nią do końca!

Pomoc porzuconej suni ze szczeniakami.

Pomoc porzuconej suni ze szczeniakami.

 

Kochani,

Wczoraj byliśmy częścią kolejnej smutnej historii. Tragedii, których pełno jest na całym świecie- ale pewnie wiecie, że jeżeli jest się czegoś prawdziwym świadkiem, odczuwa się to na swoim sercu całkowicie inaczej… o wiele ciężej i głębiej.

Wszystko zaczęło się trzy dni temu, kiedy dostaliśmy pierwszy telefon, że w stodole oszczeniła się porzucona suczka- chcieliśmy zareagować, jednak po chwili znów zadzwonił telefon i powiedziano nam, że suczką zajmie się straż miejska. Jednak od tamtego momentu wszystko się zmieniło. Przez kilka dni, odetchnęliśmy z ulgą, że sunia będzie miała opiekę, że jej maleństwa będą miały dobre warunki- jednak wczoraj wieczorem koszmar powrócił. Straż miejska nie zabrała suczki, ponieważ ta gryzła i przeniosła swoje maleństwa w pobliskie zarośla pod gołe niebo- Kochani, to była straszna wiadomość. Małe szczeniaczki z swoją matką były na ciągłym deszczu i chodź mamy lipiec, to temperatura wcale nie jest wysoka… od razu ruszyliśmy w drogę, choć było już późno wieczorem.

Po przyjeździe na  miejsce, weszliśmy w zarośla i choć słyszeliśmy szczeniaczki, ich matka nie pozwoliła nam zrobić ani kroku dalej, by wyjąć je z kryjówki. Próbowała nas ugryźć, ale tak naprawdę była bardzo przestraszona- ona tak mocno bała się o swoje bezbronne maluszki.

Bardzo powoli i spokojnie podeszliśmy do niej, by złapać ją na smycz i umieścić do transportera- po chwili udało się złapać sunię. Jak najszybciej wróciliśmy po jej szczeniaczki, by ta nie musiała długo się stresować- bo widać było, że sunia jest bardzo dobra matką i opiekunką swych maleństw.

Pomiędzy zaroślami, koło jakiś cegłówek leżało sześć malutkich szczeniaków- delikatnie wzięliśmy je a ręce. Maleństwa bardzo drżały. Czym prędzej owinęliśmy je w kocyk i ułożyliśmy koło transportera z ich matką, by one jak i sunia, czuły się nawzajem. Aby nie bały się podczas podróży do naszej fundacji.

Oczy napłynęły mi łzami, gdy wypuściliśmy sunię- ona tak mocno się bała, a gdy daliśmy jej jedzenie, ta jadła tak łapczywie… widać było, że jest bardzo głodna. Maluszki są pod jej ciągłą opieką- gdy do nich podchodzimy, ta wciąż jest dość agresywna. Jak każda matka, bojąca się o dzieci.

Sunia nie jest w najlepszym stanie, ale teraz, jest już bezpieczna. Szczeniaczki również.

Dziękujemy, że jesteście z nami- bo dzięki temu, my możemy pomagać takim potrzebującym zwierzętom. Możemy znów otoczyć je opieką, leczeniem, miłością, domem- razem.

 

Panika i strach- przeszkoda do zaufania konia i człowieka.

Panika i strach- przeszkoda do zaufania konia i człowieka.

Zaufanie między koniem a jego opiekunem jest rzeczą bardzo istotną. Często poprzez brak zaufania, zarówno koń jak i człowiek, potrafią wyrządzić sobie nawzajem ogromną krzywdę☹️– bo co robimy, gdy w koło nas wszyscy panikują? Najczęściej również panikujemy.
Opowiem wam historię tysięcy koni, które zaraziły człowieka własnym strachem i paniką i tym samym, zostały skazane… na spędzenie swojego całego życia w boksie, na śmierć, poważny wypadek i ogromne powikłania po nim- końcówka tych historii jest różna, ale we wszystkich tragedię gotuje panika konia i człowieka.
Kupujemy konia. Młodego. I od razu uczymy go błędów, których z czasem nie będziemy w stanie się pozbyć- bo kto nie rozpieszcza źrebaków? Przecież one takie słodkie, ale nie na darmo się mówi, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość będzie… młode konie są poszukiwaczami wrażeń- one potrafią nawet przez szeleszczące liście się spłoszyć, albo przez kurtkę wiszącą na płocie- człowiek powinien je prowadzić, pokazać im, że ich strach jest nieuzasadniony. Człowiek konia musi nauczyć kontrolować strach- ale nie zrobi tego osoba, która jak widzi, że koń boi się kurtki na płocie, zamiast go jak najbliżej niej przeprowadzić i jeszcze dodatkowo pewnością samej siebie „zabić” jego strach, sama się spina, a serce skacze jej jak szalone- no bo co będzie jak ten koń ją poniesie? Człowiek takim zachowaniem nakręca konia do działania- oczywiście w sposób negatywny, a z każdą kolejną taką sytuacją, pogłębia problem konia i swój też- każda sytuacja, większa panika konia- nasza większa bezradność i paraliżujący strach, przez który o używaniu zdrowego rozsądku nie ma mowy.
Idźmy dalej. Jesteśmy na etapie, gdzie na konia nie możemy już wsiąść, czy wyprowadzić w kantarze, bo nie mamy nad nim żadnej kontroli- on robi to, co chce, a najgorsze jest, że jak coś od niego chcemy, to kończy się upadkiem- koń staje się niedostępny, ucieka, gdy łapiemy go z padoku, rusza z miejsca, gdy mocniej narzucimy mu czaprak, odsadza się, gdy czeszemy mu grzywę, wychodzi mu trzecia powieka, gdy podniesiemy wyżej rękę- o lonżowaniu czy kąpaniu nie ma mowy, bo to za duże wyzwanie- przecież nasz wierzchowiec, u którego sami spotęgowaliśmy takie uczucie ciągłej paniki, nie da rady i gdy woda dotknie jego brzucha, ten będzie w stanie wywrócić się na betonie na plecy lub pomimo wszystkich wspólnych chwil- staranuje nas. Jego panika przezwycięży wszystko.
I nadchodzi ten dzień, w którym uświadamiamy sobie, że nasza droga z danym koniem musi się rozejść- i po jakimś czasie, znajduje się kupiec i przyjeżdża po konia. I choć jeszcze nikt o tym nie wie, drogi tych dwojga nigdy się nie rozejdą- bo w myślach człowieka, ta tragedia konia na zawsze pozostanie.
„ Ubieram mu kantar, zapinam linkę. Wyprowadzam ze stajni- a w oku konia, jakby zobaczył najpotężniejszego potwora, pojawia się przyczepa- przepustka, do nowego domu. Niespodziewanie, linka się napręża a koń zawija do stajni, nie reagując na mój opór. Przychodzi kolejna osoba z miotłą w ręku- i choć mój koń drży ze strachu, nie może się już cofnąć, bo na jego zadzie ląduje miotła, która dla niego jest niczym prawdziwe straszydło, które my widzimy tylko w koszmarach. Jest już jedną nogą w przyczepie. Mam wrażenie, że w jego oczach jest już samo białko. Po ciele spływają strużki potu- z resztą po moim też, bo przecież w każdej chwili ten koń może na mnie skoczyć. Szarpie się i szarpie- ale jest już w środku. Udało się z pomocą miotły, bata, lonży, czterech osób. Jeszcze tylko dam paszport, spiszemy umowę- ale po kilku minutach, cała przyczepa zaczęła się część, a z jej środka, wydobywał się ogromny hałas- koń się wywalił. Otwieramy przednie drzwiczki, aby jakoś mu pomóc. Odwiązuję linkę i nie widzę już nic. Zemdlałam z bólu- później dowiedziałam się, że gdy tylko linka się poluzowała, koń wyskoczył przednimi drzwiczkami- ucierpiał na tym bardzo, bo roztrzaskał sobie nogę, a jeszcze wcześniej, rzucając się panicznie w przyczepie, zrobił sobie ogromną dziurę w głowie, rzucając się o dach- i pomimo żalu, trzeba decydować- czy leczyć czy uśpić. Decyzja jest prosta. Uśpić tego niebezpiecznego konia, który prawie mnie zabił”
W tej krótkiej historii jest ogromny paradoks. Człowiek skazuje konia na śmierć, przez własne błędy, lecz w ocenie tego człowieka, to koń był wszystkiemu winny. Prawda bardzo boli. Ale to skrzywdzone zwierzę tą prawdę zna. Osoby, które na koniach się znają, również wiedzą, gdzie ona jest. W tej historii, to nie koń był winny, a człowiek, który zamiast budować w koniu pewność siebie i wypleniać paniczne zachowania, ten strach u niego tylko rozjudzał- gdyby przez tyle lat koń byłby uczony zaufania i pewnych norm w zachowaniu, ta tragiczna historia nie miałaby miejsca.
Konia bardzo łatwo jest zepsuć. Radą dla wszystkich jest, że jeżeli sami jesteśmy strachliwi czy nie pewni swych ruchów, lepiej nie brać się za układanie konia- bo można mu jedynie zaszkodzić. My musimy być dla konia przewodnikiem, do którego ten koń ma zaufanie- tak samo, jak przewodnik ma pewne zaufanie do konia. To my, jako przewodnicy, musimy myśleć, analizować, korygować, iść przodem, tłumaczyć i nauczać- większość koni, nie zrobi tego za nas. Kto się nie boi? Nie znam takiej osoby, bo sęk w tym, żeby strach umieć kontrolować, a nie go nie posiadać.
Pracując codziennie z wieloma końmi, tą umiejętność już posiadam. Konie, które mają problem ze strachem i paniką, trzeba wciąż odczulać na bodźce zewnętrzne- trzeba „ zaginać” ich lęki oraz słabości pokazem własnej pewności wobec sytuacji lub rzeczy dla nich ciężkiej. Przykładem tego jest, gdy koń boi się głośnych odgłosów- aby mu pomóc, nie robi wszystkiego co w naszej mocy, aby ich uniknąć- wręcz przeciwnie- powinniśmy mu ich dostarczać aż w nadmiarze, a sukcesem będzie, gdy go ich ilością wreszcie zanudzimy- jest to osiągalne u każdego konia. Miałam taki przypadek, że koń bał się każdego głośniejszego szeleszczenia, odgłosu zgniatania, czy podniesionego głosu- wyłożyłam na jego padoku pełno puszek i nie sugerując nic, chodziłam z nim po nich- bał się okropnie, wyrywał, ruszał galopem, ale widząc mój spokój z upływającym czasem już w ogóle nie zwracał na nie uwagi- trwało to dzień, jednak bez zaufania, efektu w cale mogłoby nie być.
W pracy z końmi, zawsze musimy być opanowani. Ale nie zarozumiali. Zawsze warto jest znaleźć osobę, która ma wiele lat doświadczenia przy koniach i nie bazować tylko na przeczytanych książkach czy artykułach- Bo to konie i ich obserwacja wciąż nas czegoś nowego uczy, a przede wszystkim, zanim zaczniemy pracować z koniem, popracujmy nad samym sobą, aby nie doprowadzać do wypadków czy śmierci tylu koni i tylu osób- nauka zapanowania nad strachem, nie wpadanie w panikę oraz umiejętność prawdziwego zaufania to klucz do sukcesu z naszym koniem????.
Zrozumieć naszego psa- dlaczego pies szczeka?

Zrozumieć naszego psa- dlaczego pies szczeka?

Dlaczego pies szczeka?

Może wydawać się to dziwne pytanie, ale dla właścicieli psów, których pupile szczekają nadmiernie, może okazać się pytaniem bardzo ciekawym- z resztą, kto z kochających psy, nie chciałby poznać istoty szczekania swojego zwierzaka- przecież to naturalny sposób komunikacji z nami.

Pies szczeka, gdyż oprócz zachowania i mimiki, jest to jego sposób komunikacji- pies szczekając, próbuje nam coś przekazać i choć wydawałoby się, że wciąż szczeka tak samo, istnieje wiele rodzajów szczekania, gdyż szczekanie ma różne podłoża. Za szczekaniem psa, idącym często w parze z odpowiednią mimiką pupila, może stać strach, ostrzeżenie, jakaś potrzeba, nadmierna ilość energii, ekscytacja czy nowe bodźce.

Rozróżnia się trzy rodzaje szczekania u psów- jest to szczekanie środowiskowe, emocjonalne i fizyczne. W środowiskowym istotom szczekania jest reakcja naszego pupila na nieznajomych, nowe miejsca czy odgłosy- niektóre psy mają problemy z nadmiernym szczekaniem w nowych okolicznościach, nawet, gdy zdarzają się one dość często lub są podobne do siebie( ciągłe mijanie nowych osób, spacer po różnych ulicach)- w takiej sytuacji, korzystając z wielu źródeł o wychowaniu psa, powinniśmy sami zareagować na to dość uciążliwe zjawisko, albo porozmawiać ze specjalistą psich zachowań o znalezieniu rozwiązania.

Szczekanie emocjonalne jest odzewem psa, na okazanie lub odreagowanie wcześniejszych lub teraźniejszych emocji- takie szczekanie, często nie jest skierowane do nas- pies może wtedy po prostu chodzić po domu i szczekać. Odwrotna sytuacja jest, gdy emocją przemawiającą szczekaniem jest nuda- wtedy twój pies będzie patrzył na ciebie i tym samym, będzie próbował osiągnąć swój cel- zwrócić na siebie twoją uwagę i zachęcić cię do jakiejś czynności ( na przykład zabawy).

Szczekanie fizyczne, często przemawia za potrzebami naturalnymi psa- za potrzebą spaceru, wypróżnienia, jego głodu czy pragnienia- źle zinterpretowane, może nauczyć psa, że szczekaniem zawsze wszystko osiągnie, dlatego w reakcji na szczekanie, należy znaleźć odpowiedni środek, który będzie optymalnym punktem dla ciebie i twojego pupila ( Gdy pies raz szczeknie, patrząc na smycz, nie powinniśmy brać go od razu na spacer- wychowany i szczęśliwy pies, to taki, który ma w sobie trochę pokory i cierpliwości- inna sprawa jest, gdy pies luzem potrzebuje wyjść na podwórko).

Warto skupić się czasem na mimice i sytuacji, w jakiej pies szczeka- są to sposoby jego komunikacji, a jak wiemy, aby komunikacja była owocna i zrozumiała, musi mieć odbiorcę, który rozumie nadawcę- w tym przypadku psa.

Kalissi wykupiona! Dziękujemy za pomoc.

Kalissi wykupiona! Dziękujemy za pomoc.

Kochani,

Kalissi jest już u nas w fundacji- przeszła już ona przez diagnostykę weterynaryjną i teraz, damy jej trochę czasu, aby za klimatyzowała się w naszej fundacji- niedługo zaczniemy z nią pracować, nad więzią, zaufaniem i szacunkiem do człowieka. Mamy nadzieję, że dzięki tej pracy, Kalissi będzie mogła trafić do kochanego opiekuna i domu adopcyjnego i nie będzie sprawiać żadnych problemów. Postaramy się nakręcić filmik, aby pokazać wam czas spędzony na pracy z Kalissi- bo jest to wspaniała klacz, która potrzebuje zrozumienia.

Za każde wsparcie bardzo dziękujemy!

Dziękujemy za pomoc Gwiazdeczce!

Dziękujemy za pomoc Gwiazdeczce!

Kochani,

Gwiazdeczka jest już u nas w fundacji i po diagnostyce weterynaryjnej. Weterynarz zdiagnozowała zapalenie zatok i leczenie już zostało podjęte- antybiotyk i inne lekarstwa bardzo szybko poprawiły stan Gwiazdeczki, temperatura wróciła do normy, a i sama Gwiazdeczka jest znacznie żywsza- wychodzi na kilka godzin dziennie na łąkę, ale do póki nie będzie całkowicie zdrowa, większość czasu będzie spędzać w boksie.

Na trawie i podawanej przez nas paszy, gwiazdeczka mocno się poprawiła- jest okrąglutka i wygląda bardzo dobrze. Nie wiemy, jaki uraz z jej przeszłości to spowodował, ale kobyłka bardzo boi się, gdy ręką zbliżamy się w okolice jej pyska i uszu- zdjęcie czy założenie kantaru, wywołuje u Gwiazdeczki panikę- postaramy się pomóc jej i z tym problemem, ale na razie pragniemy, aby na dobre za klimatyzowała się w naszej fundacji i wróciła do zdrowia, które było mocno uszkodzone.

Dziękujemy z Gwiazdeczką- dzięki wam, mogliśmy uratować jej życie i zapewnić opiekę!

 

 

Malinka jest już u nas w fundacji!

Malinka jest już u nas w fundacji!

Dziękujemy, że pomogliście Malince.

Kochani,

Malina jest już u nas w fundacji i po diagnostyce weterynaryjnej. Weterynarz zalecił miesięczną terapię na problemy z oddychaniem Maliny. Dla konia najlepiej jest, gdy stoi na łące , toteż Malinka wychodzi na padok dla kucyków, ale wieczorem wraca do stajni przyjąć leki i zjeść specjalną paszę, która ma na celu poprawę jej kondycji. Mamy nadzieję, że terapia zadziała i kucyk po miesiącu będzie już czuł się znacznie lepiej! Malinka jest mocno zaniedbana, powoli będziemy starali się, aby doszła do zdrowia. Dziękujemy za każde wsparcie. Uratowaliście życie Malince!

Czy powinniśmy pomagać zwierzęcym maluchom, które znaleźliśmy gdzieś w terenie bez opieki matki? Nie!!! Dotyk skazuje na śmierć i nie jest to przesadzone stwierdzenie????.

Czy powinniśmy pomagać zwierzęcym maluchom, które znaleźliśmy gdzieś w terenie bez opieki matki? Nie!!! Dotyk skazuje na śmierć i nie jest to przesadzone stwierdzenie????.

Historia wyrzeczeń, pasji i losu sarenki…
Aby prawdziwie pomóc, trzeba tego chcieć. Aby pomagać zwierzętom, trzeba mieć do nich sympatię, czuć bliskość czy miłość????– trzeba obdarzyć je uczuciami i zrozumieć, że opieka nad nimi, to wiele wyrzeczeń… Bo nawet gdy codziennie pracuje się po 16 godzin, aby zapewnić tym wszystkim zwierzętom jak najlepsze warunki i opiekę i choć ma się tylko jeden dzień, w którym śpi się tą godzinę dłużej- potrzebujące zwierzę nie poczeka. Ono prosi o ratunek w danej chwili, nie po weekendzie, nie po odpoczynku- bo mała sarenka nie przeżyłaby niedzieli, nie poczekałaby, aż my odpoczniemy- ona po prostu umarłaby w cierpieniu????.
Często jest tak, że przez niewiedzę, człowiek wymierza zwierzętom ogromną krzywdę, nawet, skazuje je na śmierć- po południu w niedzielę do naszej fundacji zadzwonił telefon. Byliśmy zrozpaczeni, po usłyszeniu tego, co się wydarzyło. Dwójka mężczyzn, chodząc z wykrywaczem metalu po łąkach, nadepnęła na malutką sarenkę- tak jak i przerażenie sarenki, tak i panika mężczyzn, była ogromna. Patrząc na to, że maleństwo waży jeden kilogram, musiało urodzić się około dwóch dni temu- mężczyźni zamiast ją tam zostawić, postanowili zabrać ją do auta- oni w tamtej chwili nie wiedzieli, że skazują ją tym samym na śmierć. W aucie, trzymali ją cztery godziny, jednak późniejsze godziny, były dla niej wyrokiem, gdyż nowonarodzona sarenka, zamiast otulić się zapachem matki i smakiem jej mleka, oddawana była z rąk do rąk do ludzi, którzy chcieli się nią zająć, ale gdy ta wena przechodziła, jak najszybciej się jej pozbywali, bo była ona dla nich za dużą odpowiedzialnością. I tak, po ośmiu godzinnej tułaczce, ośmiu godzinach stresu i głodu tak delikatnej istoty, jaką była malutka sarna, mężczyźni zadzwonili do nas o pomoc. Wiedzieliśmy, że mama sarna odrzuci swoje młode- zniknęło ono na tyle czasu z miejsca, w którym je ukryła. To był koszmar dla matki, jak i nowo narodzonego sarniego dziecka????.
Nie mogliśmy zwlekać. Takie maleństwo, musi pić co godzinę, a już nie piło ponad osiem- sarenka była przerażona, bardzo piszczała- na szybko zorganizowaliśmy mleko, o które w niedzielę było naprawdę trudno i smoczek, który nałożyliśmy na zwykłą, plastikową butelkę- jednak mała sarenka, pomimo głodu, była zbyt przerażona, aby napić się mleka z ludzkiej ręki. Bardzo się martwiliśmy, a maleństwo bardzo się bało- jej serduszko biło przeraźliwie- nasze również, bo obawa była ogromna- sarenka już tyle nie piła, a każda próba jej nakarmienia, kończyła się jej paniką- potwornie bałam się, że malutka zrobi sobie krzywdę, tym bardziej, że nie zacznie ssać mleka z butelki. Kolejnym problemem było, że nie mieliśmy siary- bo o ile mleko, po wielu telefonach i specjalnej jeździe po nie załatwiliśmy, to o tyle siary koziej w okolicy nie miał nikt.
Wciąż delikatnie ją głaskaliśmy, by pokazać przerażonej kruszynie, że nie jesteśmy dla niej zagrożeniem, a ostatnią deską ratunku… wciąż delikatnym ruchem otulałam ją w swoje ramiona, aby w moich ramionach znalazła ciepło, a nie dotychczasowe zagrożenie- serduszko powoli się uspokajało. Z każdymi dziesięcioma minutami, sarenka czuła się przy nas coraz pewniej… my przy niej też, ale nasza obawa nie znikała- w naszych myślach, ciążyła świadomość, że opieka nad nią, to ogromna odpowiedzialność.
Kolejna próba karmienia odbyła się spokojniej- każdy ruch, był prawdziwie delikatny, by nie skazywać sarenki na dodatkowy, i tak już ogromny niepokój.
Po dwudziestej pierwszej, gdy był już czas na czwarte karmienie malutkiej, zadzwoniliśmy do cudownej kobiety, która co roku ratuje małe sarenki z wielu różnych wypadków. Zadzwoniliśmy w sprawie siary i karmienia, jednak podczas rozmowy ku naszej radości, okazało się, że Pani Aneta również opiekuje się sarenką. Pani Aneta, to cudowna kobieta, która wspiera naszą fundację poprzez adopcję Gucia i nigdy nie brakujące do nikogo, ciepłe słowa. Sama, ratuje zwierzęta i dba o nie jak o własne dzieci- podczas rozmowy, dowiedzieliśmy się, że ma właśnie pod opieką trzy tygodniową sarenkę i siarę- choć było już naprawdę późno, podjęliśmy decyzję, że zawieziemy do niej sarenkę, bo w towarzystwie drugiej, zawsze będzie im raźniej- nie mogliśmy zwlekać. Ta delikatna sarenka, dopiero przyszła na świat i potrzebuje siary, a w towarzystwie innej sarenki, której historia również nie należy do bajek, zawsze będzie czuła się bardziej komfortowo- bo jakie by nasze czyny nie były ciepłe i troskliwe, towarzystwo tego samego zwierzęcia, daje znacznie więcej.
Była już prawie dwudziesta druga i pomimo mojej ogromnej migreny, po prostu wsiadłam w samochód. Nie mogę przekładać zdrowia i życia niewinnej i potrzebującej pomocy sarenki, nad własne zmęczenie, obawę i nieznośny ból głowy- malutka spędziła całą podróż, leżąc na sianku, które przygotowałam jej, aby czuła choć trochę znajomych zapachów i dotyku- jedni powiedzieli by, że na darmo brudziłam całe auto, ale nie- to siano, to takie moje przytulenie sarenki na odległość i zadziałało ono tak, jak bardzo na to liczyłam- sarenka przez całą podróż spokojnie, zwinięta w malutki kłębuszek, przeleżała podróż. Zawieźliśmy sarenkę do miejsca, gdzie od trzech tygodni przebywa już inna sarna, której historia jest równie tragiczna- razem ze swoją siostrą, wyleciały z łożyska swojej matki, gdy ta, została potrącona przez samochód… od początku była walka o ich życie i niestety, pomimo wszelkich prób, jej siostra odeszła… druga żyje tylko dzięki znakomitej opiece, doświadczeniu i trosce kobiety, prawdziwie kochającej zwierzęta, kobiety, która pomaga im i otacza miłością- sarenka pod taką właśnie opieką się znajduje i mamy nadzieję, że w zdrowiu będzie dorastać z drugą, starszą o trzy tygodnie sarną. Pani Aneta to kobieta, dla której tak jak dla nas, pomoc skrzywdzonym zwierzętom jest priorytetem, przekładanym nad własne potrzeby.
Otoczyliśmy sarenkę miłością i opieką- Pani Aneta???? zapewniła jej siarę i odpowiednie mleko oraz zapewniliśmy jej towarzystwo innej sarenki. Nasza pomoc, uratowała życie pokrzywdzonej sarenki i mamy nadzieję, że pod odpowiednią opieką, w zdrowiu będzie rosnąć.
Cała pomoc, trwała do drugiej w nocy, a o szóstej, znów trzeba było wstać- ale to nie jest ważne, bo tylko dzięki takiemu postępowaniu, mała sarenka dalej żyje- i to w tym wszystkim jest najpiękniejsze- właśnie to, pozwala wciąż się poświęcać.
Te sarenki, które żyją tylko dzięki poświęceniu i opiece kochających zwierzęta ludzi, z pasją do nich, już nigdy nie wrócą do lasu- bo po dzieciństwie spędzonym w domu, śpiąc w objęciach ludzi na łóżku, staną się prostym celem dla każdego myśliwego.
Już zawsze będą trzymały się blisko domu, w którym zaznały miłości i opieki- opieki, której będą potrzebowały już do końca swych dni.
Post napisaliśmy dopiero teraz, bo wcześniej nie mieliśmy na to czasu- nasz każdy dzień, to ogromne zmęczenie i uśmiech, namalowany poprzez szczęście naszych podopiecznych- jeżeli robi się coś z pasją, pomimo wszelkich trudności, wciąż się tego pragnie. Bo gdyby nie pasja i miłość do zwierząt, kto wróciłby o drugiej w nocy do domu i o szóstej znów śpieszył z pomocą i opieką zwierzętom? Jesteśmy bardzo zmęczeni, ale szczęśliwi, że uratowaliśmy sarence życie❤️.
Kochani, jeżeli napotkacie się w lesie, na polu czy w jakimś innym miejscu na małe, dzikie zwierzątko- nie dotykajcie go, a tym bardziej nie zabierajcie ze sobą! To, że nie ma przy nim matki, nie oznacza, że ona je porzuciła- bo tak jak w przypadku saren, matka specjalnie ukrywa swoje maleństwo w jakimś zacisznym miejscu, na przykład w wysokiej trawie i później po nie wraca- młode zwierzęta, często umierają z niewiedzy ludzkiej, gdyż ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ważny jest naturalny zapach maleństwa- gdy ten zapach się zmieni, tym bardziej na zapach ludzi, matka sarna odrzuci swoje młode, a wtedy ono umrze, bo samo sobie nie poradzi- nie należy ingerować w życie dzikich zwierząt, bo przez zwykłe dotknięcie sarny, możemy wyrządzić jej niezamierzoną, ale ogromna krzywdę. Taki sam aspekt, pojawia się, gdy zbyt długo koło takich dzikich zwierząt przebywamy- przecież wtedy też zostawiamy swój zapach…
Czy powinniśmy pomagać zwierzęcym maluchom, które znaleźliśmy gdzieś w terenie bez opieki matki?
Nie!!! Dotyk skazuje na śmierć i nie jest to przesadzone stwierdzenie????.

Dziękujemy za pomoc staruszkowi Scoobiemu!

Dziękujemy za pomoc staruszkowi Scoobiemu!

Kochani,

Dziękujemy za każdy gest w stronę staruszka Scoobiego, bo dzięki każdemu z tych gestów, jesteśmy w stanie zapewnić mu odpowiednią karmę, opiekę i w razie potrzeby, pomoc weterynaryjną. Ten rezultat, nie jest taki, jak większość- w tej zbiórce, nie ma niczego drastycznego, bo jest ona o nieuniknionej starości i problemach, jakie się z nią wiążą- dzięki tej zbiórce, możemy zagwarantować staruszkowi godne życie do końca jego dni, których wciąż mu ubywa- mamy nadzieję, że niczego mu nie zabraknie- miłości i troski na pewno.

Dziękujemy- Scooby też.

Dziękujemy za pomoc Kacperkowi!

Dziękujemy za pomoc Kacperkowi!

Kochani,

Dziękujemy za pomoc Kacperkowi- jego leczenie świerzbu zaczęło się już wtedy, gdy Kacperek stał jeszcze u handlarza. Gdy kuc został wykupiony i trafił do naszej fundacji, od razu przeszedł przez pełną diagnostykę weterynaryjną oraz wizytę kowala. Bardzo się cieszymy, ponieważ stare rany Kacperka, bardzo szybko się zagoiły, a i sam Kacperek, gdy został wypuszczony na łąkę z trawą, bardzo odżył- jest energicznym kucem, który zachwyca swoim wyglądem i cudownym charakterem!

Jego koszmar zamienił się w bajkę tylko dzięki wam- jesteście niezastąpieni!

Za każde wsparcie bardzo dziękujemy- my i szczęśliwy już Kacperek!

Dziękujemy za pomoc Pestce!

Dziękujemy za pomoc Pestce!

Kochani,

Dziękujemy za pomoc Pestce- dzięki wam,byliśmy w stanie ją wykupić i objąć odpowiednią opieką weterynaryjną, jak i tą podstawową oraz zapewnić dużo miłości i troski- bo nasza mała Pestka, naprawdę potrzebuje zrozumienia i pracy nad zaufaniem człowiekowi.  Codziennie wychodzi na padok z resztą kucyków, w następnym tygodniu będzie u niej kowal- gdy wieczorem Pestka wraca do swojego boksu, dużo ją głaszczemy, oklepujemy- po prostu pokazujemy, że w nie każdy człowiek jest potworem i nie każdy dotyk bólem. Mamy nadzieję, że teraz, gdy wychodzi na trawę, szybko uda się nam ją odkarmić i po naszej pracy z nią, znaleźć jej dom adopcyjny- bo Pestka to naprawdę cudowny kucyk, ale mocno skrzywdzony.

Dziękujemy, że ją uratowaliście! Jesteście niezastąpieni!

Dziękujemy za pomoc Tyni!

Dziękujemy za pomoc Tyni!

Kochani- dziękujemy za pomoc Tyni. Kotka czuje się już dobrze, jest żywa i bardzo ciekawska. Wciąż podróżuje po  przygotowanym dla niej terenie naszej fundacji, ale w dalszym ciągu oddzielona jest od reszty kotów- i musi tak być do czasu, aż będziemy mieć pewność, że po świerzbie nie ma ani śladu- we wtorek mamy kolejną wizytę kontrolną i mamy nadzieję, że uda znaleźć się jej kochającą rodzinę adopcyjną.

Dziękujemy za wszystko, co dla Tyni zrobiliście! Jesteście niezastąpieni!