Siwa i Kalisii to dwie klacze, które miały skończyć w tym samym miejscu- rzeźni, tylko z dwóch różnych powodów.

Siwa i Kalisii to dwie klacze, które miały skończyć w tym samym miejscu- rzeźni, tylko z dwóch różnych powodów.

Siwa i Kalisii to dwie klacze🐴, które miały skończyć w tym samym miejscu- rzeźni, tylko z dwóch różnych powodów.
Siwa🐴 to koń, któremu nie brak sympatii i szacunku do człowieka. Ona woli towarzystwo ludzi, niż innych koni- jest piękna, spokojna, opanowana i miła.
Mało jest koni, które bez żadnego problemu zaufałyby tak człowiekowi , jak właśnie ona.
Pomimo tego, człowiek i tak skazał ją na śmierć. Powodem były koszty, które musiałby ponieść za jej leczenie, bowiem Siwa, koniem zdrowym nie była- potrzebowała leczenia i operacji, lecz zamiast tego, właściciel wolał sprzedać ją handlarzowi- bo był osobą, dla której wspaniały charakter i otwarte serca Siwej nie znaczyły nic. Liczył się zysk, a ogromne koszty leczenia wcale by nim nie były.
Razem z wieloma darczyńcami uratowaliśmy Siwą. Zapewniliśmy leczenie, operację , opiekę- Siwa podziękowała nam swym oddaniem i miłością, którą po prostu widać w jej zachowaniu. Bo Siwa jest koniem bezproblemowym i mającym wszystko, co czyni ją towarzyszem człowieka na całe życie.
Historia Kalisii🐴 wiedzie przez wiele bólu, krzyku i batów.
Kalisisi została skazana na śmierć nie przez chorobę, bowiem jest ona piękną, mocną i zdrową klaczą, ale przez swój charakter, który zniszczył człowiek.
Jest ona koniem, potrzebującym przewodnika, jest ona koniem, potrzebującym wiele cierpliwości i odpowiedniego podejścia, którego nigdy wcześniej nie zaznała.
Jest ona niby klaczą śląską, ale temperament ma bliski najbardziej gorącokrwistym koniom.
Człowiek zamiast uczyć i prowadzić, wciąż zadawał Kalissi ból. Krzyczał, wiązał, bił, szarpał- tym samym, robiąc z niej konia bardzo nerwowego i niebezpiecznego…
Gdy my, ludzie mamy problemy z własnym zachowaniem i emocjami, każdy wysyła nas do lekarza, jednak niewielu dopuszcza do siebie myśl, że takie same problemy psychiczne tyczą się koni- i zamiast na terapie, wysyła się je na śmierć. I odchodzą one w cierpieniu, uznane za niebezpieczne i głupie- choć tak naprawdę, gdy uleczy się ich zranioną duszę, okazują się one wspaniałymi przyjaciółmi.
U nas, w pasji pomagamy koniom skrzywdzonym fizycznie i psychicznie- bo dla nas, każdy koń zasługuje na to, by znaleźć osobę, dla której stanie się przyjacielem, a nie tylko inwestycją.
Pomagamy tym koniom, bo przez doświadczenie wiemy, że każdego konia można zmienić, by był on towarzyszem przez całe życie, szanującym i ufającym człowiekowi.
Przykładem tego jest Kalisisi, która pomimo problemów w kontakcie z człowiekiem, pod wpływem naszej pracy z nią, zmienia się na cudowną i kochaną klacz.
Bo z pasją, można dokonywać rzeczy niemożliwych. Bo w pasji, wszystko ma szansę na stanie się rzeczywistością- szczęśliwą , dla tak wielu koni skazanych i to najczęściej nie za swoje błędy.
W profesjonalny sposób pomagamy koniom skrzywdzonym fizycznie i psychicznie- nasze doświadczenie i miłość, kurują nawet najcięższe przypadki.
➡️Jednak w tych ciężkich czasach bez Ciebie nie zadzieje się nic, a los tych koni, nie zatrzyma się w miejscu –twoje wsparcie jest dla nas bardzo kluczowe- pozwala nam kontynuować pracę z końmi, które mamy już w podopiecznych oraz umożliwia nam pracę z końmi następnymi, czekającymi w kolejce na ocalenie życia i odmienienie koszmaru w bajkę.
Ich cierpienie nie słabnie- a my bez Ciebie, twojego wkładu w pomoc tym koniom, szczególnie w tak trudnym okresie i sytuacji, jaka rozgrywa się na świecie- tak.
Bez ciebie nie zrobimy nic. Twoje wsparcie, pozwala iść nam wciąż do przodu- dla tak wielu skrzywdzonych koni.
Dołącz do ocalenia i odmienienia życia następnym koniom❤️- szczególnie teraz, gdy ciężka sytuacja ludzi, sprzyja wzroście koni potrzebujących pomocy…
🛑Wesprzyj nasze działania: https://www.fundacja-pasja.pl/stalewsparcie/

Koń na łące, koniem szczęśliwym – co koń je, oprócz trawy?

Koń na łące, koniem szczęśliwym – co koń je, oprócz trawy?

Lato to czas, kiedy łąki zachwycają swoją ofertą traw i ziół każdego konia- oczywiście nie każdy koń może z takich pastwisk skorzystać, ale jeżeli nadarzy się taka okazja to-  Czy na tym pastwisku koń je samą trawę?

Zawsze byliśmy zdania, że koń na łące, to koń szczęśliwy, tym bardziej, jeżeli na łące jest pełno trawy i roślin, bo wbrew pozorom, choć trawa jest wtedy głównym składnikiem diety konia, to koń je również różne, inne zioła i rośliny, które są dla niego ogromnym wsparciem odporności i zdrowia – łąki porastają rośliny o działaniu przeciwzapalnym, na kaszel, antybakteryjnym, łagodzącym skutki infekcji, wspierającym wątrobę, czy nerki..

Łąka jest dla konia bogactwem naturalnych minerałów i witamin oraz substancji wspomagających- mając to na względzie, warto postarać się, aby nasz koń do takowej łąki miał dostęp, choć na kilka godzin dziennie- łąki różnorodnej, bo nie mówimy tu o nieurozmaiconych padokach, często praktycznie łysych, gdyż konie na nudnym, łysym czy źle zabezpieczonym padoku po prostu się nudzą, a z nudy, może wyjść wiele zła i przykładem to potwierdzającym są zatrucia.

Pomimo tego, że konie potrafią rozpoznawać, jaką roślinę mogą zjeść, a jaką lepiej ominąć, to do zatruć lub kolek i tak potrafi dojść. Dlaczego? Koń z nudy potrafi zrobić wiele- i to właśnie nuda, popycha go w stronę zjedzenia roślin, szkodliwie działających, no bo co zrobić, gdy stoi się kilka godzin na nudnym padoku i tylko zza ogrodzenia można dosięgnąć jakiś chwastów? Oferta jest kusząca- tym bardziej dla zwierząt, które wciąż potrzebują nowych bodźców, a właśnie takimi są konie. Szkodliwie działają też rośliny spleśniałe, zaparzone, stęchłe, niezależnie, czy to trawa, czy zioła- pleśń powoduje kaszel, niektóre grzyby nawet kolkę i choć koń powinien rośliny takie ominąć, to gdy nie ma zbyt dużego wyboru na łące, również po nie sięgnie.

Bardzo ważne jest, aby łąka była dobrze przygotowana pod wypas koni. Aby mogła być dla nich miejscem bezpiecznym i komfortowym, aby dawała koniom bodźce, bardzo potrzebne do ich prawidłowego funkcjonowania- i pod żadnym pozorem, aby nie stała się dla nich miejscem nudy i nie popychała ich do skrajnych zachowań, mogących narazić ich zdrowie czy życie.

Czasem warto jest również zobaczyć, jakie zioła zjada nasz koń- bo na przykład, gdy zjada duże ilości wrotyczu, może to znaczyć o potrzebie odrobaczenia- obserwacja przede wszystkim!

Nasze koni, których stan zdrowia na to pozwala, są właśnie na łące- łąka jest ich królestwem, a  w oku każdego podopiecznego widać, że jest na niej szczęśliwy- oprócz tego, konie znacznie się na niej poprawiły- wiemy, że zapewniliśmy im wszystko, czego potrzebują.

Bajka dwóch koni, która stała się rzeczywistością z koszmaru dzięki naszej pracy i waszemu wsparciu.

Bajka dwóch koni, która stała się rzeczywistością z koszmaru dzięki naszej pracy i waszemu wsparciu.

Kochani????, Dziś będzie długo, ale bardzo wartościowo. Bo historia dwóch koni, które przedstawiliśmy w filmiku, jest naszym ciągłym parciem na przód, sukcesem i potwierdzeniem tego, że nasza praca i wasze wsparcie, zamienia koszmarne życie zwierząt w prawdziwa bajkę???? – pomimo wszystkich przeciwności i hejtu, jaki wciąż nas dotykał, bo był on bardzo duży, przy Rosterze i Jeremim- wielu ludzi, którzy w ogóle nie chcieli pomóc w wykupie i zebraniu funduszy na leczenie, w komentarzach, wiadomościach prywatnych jak i telefonicznie, wciąż oskarżało nas, że chcemy się wzbogacić, że tym koniom nie da się pomóc. Roster miał wyrok śmierci, gdyż miał poważne złamanie nogi- pragnęliśmy mu pomóc, lecz więcej niż słów wsparcia, było słów, że konia trzeba uśpić, że tylko go męczymy, że na co zbieramy tyle pieniędzy, że jak się nie znamy, to dajmy sobie spokój, że z konia, pyszna kiełbasa będzie- ręce naprawdę się załamują, gdy słyszy się takie rzeczy, tym bardziej wiedząc z własnego doświadczenia, że koń ma szansę wyzdrowieć- leczenie Rostera trwało ponad rok- wszystko się przeciągało, szczelina nie chciała się zalać- czasami nawet my, po prostu czuliśmy się bez radni, gdy wciąż słyszeliśmy, że wszystko tak bardzo się komplikuje- ale patrząc w oczy tego wałacha, wiedzieliśmy, że nie odpuścimy- one były tak żywe, chętne do poznawania świata… Pomimo stresu, hejtu, komplikacji, braku funduszy, bo leczenie i rehabilitacja oraz utrzymanie konia w rzeczywistości wyniosły więcej, niż udało się nam zebrać- udało się, bo Roster żyje i to jak w prawdziwej bajce????. Jeremi był źrebakiem, który został skazany na śmierć, przez swój charakter i kontuzje- był to koń, który sam sobie wyrządzał krzywdę, przez panikę- strachu przed jakimkolwiek ruchem, człowiekiem, odgłosami- razem z wami go wykupiliśmy i dzięki temu, Jeremi przeszedł przez potrzebny zabieg, a później, będąc już w naszej fundacji, wkładając w jego opiekę całe serce, dużo z nim pracowaliśmy- i dzięki temu, powoli Jeremi zaczął się uspokajać- jest to trudny koń, mający bardzo duży problem z kontaktem z człowiekiem- ale on go pragnie i choć nie wie jak, chce nawiązać z nim więź- przyznam się, że już go pokochałam i wiem, że nie obejdzie się bez potoku łez, gdy Jeremi znajdzie dom adopcyjny- kocham go, bo widzę, że pomimo tylu problemów, jest to wspaniały koń, którego można porównać do nieoszlifowanego diamentu- przykro się nam wszystkim robi, gdy przypomina się nam hejt, że jak głupi koń to tylko na rzeź, że z takim trudnym źrebakiem, to na pewno sobie nie poradzimy, że tylko pieniądze zbieramy, a jemu i tak nie pomożemy… Cieszę się, że nie poddaliśmy się, bo dzięki naszemu uporowi, dwa naprawdę wspaniałe konie, zamieniły z naszą wspólną pomocą swoje koszmary w bajki- jeszcze trochę, a okaże się, że z Jeremiego zrobimy prawdziwego pieszczocha… bo pewne skłonności już ku temu widać. Cieszę się, że nie opuścili nas ludzie i pomimo tylu negatywnych komentarzy, wsparli Rostera i Jeremiego- a na filmiku widać, że było warto. Nasz każdy dzień to walka z hejtem, natłokiem pracy, problemów, komplikacji z leczeniem- ale warto w tym tkwić, bo gdy się przez to przebrnie, ukazuje się szczęście- szczególnie tych wszystkich uratowanych istot, dla których tak prężnie działamy… nie dla zysku, nie dla poklasku, a z czystej pasji.????

 

Skaryszew 2020- obnażamy kłamstwa

Skaryszew 2020- obnażamy kłamstwa

Obnażamy kłamstwa o skaryszewskim targu koni   

Kochani, każdy z nas, zawsze będzie  bardziej przychylny ku jednej z dostępnych stron na dany temat- zawsze coś w nas, będzie próbowało wpłynąć na nasze odczucia i zakrzywić rzeczywisty obraz tego, co już się wydarzyło i tym samym, przekazywać jego historię, nie bójmy użyć się tego słowa, już tylko jako abstrakcyjne odbicie.  Coroczny targ koni w Skaryszewie jest przykładem takiej sytuacji- każda pisząca o nim osoba, pisze tak, jak go odczuła lub tak, jak musi go opisać- ten artykuł, to wypośrodkowanie opinii sześciu osób- aby jak najbardziej obiektywnie i przede wszystkim realnie, przekazać coś na jego temat…

Pierwszym kłamstwem jest to, że nigdzie nie usłyszy się o dwóch grupach koni na targu w Skaryszewie- piszący o tym miejscu, zawsze skupiają się tylko na jednej z grup koni, potęgując uczucie wiszącego w tamtejszym powietrzu zła lub dobra- a przecież Skaryszew to miejsce, gdzie jak nigdzie indziej, spotykają się dwa, całkowicie odmienne światy- świat, w którym koń jest zwierzęciem rzeźnym, istotom ( w opinii właścicieli) nie czującą i świat, w którym koń to zwierzę towarzyszące, istota, mająca prawo do godności i komfortu.

Mówi się, że w tym roku na targu były tylko dwa konie w złej kondycji- czy jest to prawdą?  Chodząc pomiędzy wiatami, nie trzeba było wytężać wzroku, by dostrzec w całym tym tłoku pełno koni, które miały uszkodzone ścięgna, nakostniaki, grzyba, grudy, popękane kopyta, matową sierść, mocno kulały lub ciągnęły zadem, były chudziutkie tak bardzo, że bliżej im było do żyraf niż prawdziwych koni- oczywiście obok tych koni, stały również zadbane, w bardzo dobrej kondycji inne konie, których stan był wręcz idealny- jednak całość targu tworzą jedni i drudzy- bo żadnych koni tam nie zabrakło.

Bez wody i picia- zdecydowana większość koni na targu właśnie tak stała tam cały dzień. Pomimo dostępnego kranu, wodę i siano dostały tylko niektóre konie i były to konie, które przyjechały porządnymi transportami, konie, które przeżuwając siano, wciąż muskane były przez rękę swojego właściciela po chrapach- organizacje zabezpieczające targ, umieszczają na nim kran do pojenia koni- trudno stwierdzić, czy chodziło o spełnienie norm, czy faktyczne dobro zwierząt, które i tak w większości, mogły tęsknym wzrokiem tylko na ten kran popatrzeć- przecież niedbający właściciel nie odmieni siebie- może o tak ważne i podstawowe rzeczy, powinny dbać wyznaczone do tego osoby? I znów konie, których los  ich właścicielowi jest zupełnie obojętny, pozostały same…

Etyka ludzi, którzy przyjechali ze wszystkich stron do Skaryszewa, również była znikoma- zaraz o nich, jednak najpierw o mniejszej grupie, naprawdę porządnych właścicieli. Mówiąc ogólnikowo, że na targu wszyscy są źli, skłamałabym- było tam wiele osób, które przez całe wstępy, odpowiednio zajmowały się przywiezionymi końmi- konie miały siano, dostały wodę, były w dobrej kondycji, widać było, że podstawowe zaufanie do człowieka zbudowali między sobą jeszcze w domu- gdy padał deszcz, nakryte były derkami lub schowane z powrotem do przyczepy- niektóre dostały nawet paszę treściwą lub właściciel pilnował, by koń miał jakąkolwiek przestrzeń… druga grupa właścicieli robiła wszystko, by nie móc powiedzieć nic na ich obronę- jedni byli podpici, przez innych przejawiał się całkowity brak doświadczenia, który połączony z strachem konia, nie raz stwarzał ogromne niebezpieczeństwo, jeszcze inni nie umieli inaczej się zachować, jak ciągle szarpać i rzucać wyzwiskami w swojego konia jak i innych- czym ich konie tak bardzo zawiniły? Dla mnie, okropne było to, że tak wiele koni na targu przyjechało zalepione gnojem- kochani, aby koniowi porobiły się takie zaklejki z gnoju, nie wystarczy kilku dni- do czegoś takiego potrzeba miesięcy zaniedbania, stania na gnoju, bez jakiegokolwiek czyszczenia- jak doprowadzając konia do takiego stanu, można mówić o dobrym stanie zwierząt? Takich koni było tam pełno, poczynając od malutkich źrebaków, kończąc na dorosłych koniach.

Wcześniej poruszałam już temat bezpieczeństwa ludzi, ale przede wszystkim koni- bieganie z końmi wśród tłumu , było czymś okropnym- dla każdego zlęknionego konia, który gdyby nie krzyk właściciela i ręce klaszczące tuż za zadem, nie znalazłby miejsca, by zrobić krok do przodu i dla wszystkich ludzi, którzy ogarnięci rozmową, nagle czuli oddech wypłoszonego konia na swych plecach.

Sprawę, którą tłumaczy się jako bez wpływową i naturalną, to wzajemne, agresywne zachowanie się koni- paradoksem jest to, gdy mówi się o bezpieczeństwie zwierząt, zaś stawia się obce konie jeden koło drugiego i uwiązuje do jednej rury. Konie, którym stres uderza do głowy, na pewno nie będą kopały, atakowały, gryzły innych koni… na pewno nie poniosą ran te konie, które dostaną kopa od konia okutego… proszę państwa- każdy z was jest w stanie sam udzielić odpowiedzi, czy w takich warunkach możemy mówić o bezpieczeństwie koni.

Wyładowywanie z transportu- plac do tego przeznaczony został zamknięty, a decyzja tłumaczona jest tym, by konie nie odczuwały dodatkowego stresu- dla koni, których właściciele mieli podejście i doświadczenie, jak bezpiecznie konia wyładować, była to naprawdę dobra decyzja… jednak znów ktoś zapomniał o grupie koni, która jedyne na co mogła liczyć, to na jedno wielkie piekło przy wyładunku. Większość koni, patrząc na ruchy i podenerwowane zachowanie swojego właściciela, wpadała w jeszcze większą panikę- niektóre konie potrafiły tak zacząć się szarpać, że ich transport uległ uszkodzeniu ( rampa dostępna na placu również), niektóre wyskakiwały, a niektóre bezwładnie spadały z wysokości- niektóre konie, przy wyładunku, zrobiły sobie krzywdę- resztę dnia stojąc z poranionymi nogami lub z sączącą się z pyska krwią( nieliczne konie, ale o nich również należy wspomnieć)

Kochani- dlaczego mając doświadczenie, nie chce się lub nie można pomóc innym? Przecież widząc te karykatury poprawności rozładunku koni, moje serce krzyczało z bólu- gdybym mogła, a jadąc do Skaryszewa miałam jeszcze taką nadzieję, że właśnie to będę robić, to bez niczego podchodziłabym do tych ludzi i oferowała pomoc- bo wyładować konia, aby było to bezpieczne, też trzeba potrafić. A jeżeli pomoc nie jest zapewniona, to lepiej ją samemu zaproponować, niż tylko przyglądać się temu cyrkowi, bo często inaczej nazwać tego nie można było.

Oprócz tego, coś, co było naprawdę smutne, gdy słucha się o całej przyjacielskiej otoczce do zwierząt, to, to, że na targu odbywało się ważenie koni- nie jednego, lecz wielu. Właściciele ustawiali się w kolejce, wszystko trwało góra 15 minut- jednak sześć żyć zostało zważonych, chyba każdy z nas wie, w jakim celu… konie były upasione, a to, jak traktowane były podczas załadunku na wagę, całkowicie odbiegało od jakiejkolwiek sympatii do zwierząt- jednak czy mówiąc o ważeniu, zamienianiu konia na kilogramy, możemy mówić  o jakiejkolwiek sympatii względem niego?

Kochani- to tylko niektóre sprawy, które zostały zakłamane przez inne piszące o Skaryszewie podmioty… tych niedociągnięć, gubieniu się w prawdziwym zapewnieniu bezpieczeństwa zwierzętom jest wiele.

Kochani- mamy plan, jak to zmienić. Jak zrobić, by na targach naprawdę można było mówić o bezpieczeństwie, przede wszystkim koni-  bo patrząc na odwieczną walkę o zlikwidowanie targu i odpowiedź, jak ważna jest tradycja, wiemy że tych targów nie da się zamknąć- one będą i tylko od nas zależy, jak bardzo zmienimy tam sytuację koni (mówię w imieniu wszystkich, dla których dobro zwierząt nie jest obojętne) jednak bez waszego poparcia, nie chcemy brnąć dalej w tę przysłowiową burzę główna, którą wywołały organizacje stojące po różnych stronach rzeczywistości, zamiast stąpać po jej środku.

Kochani. Jeżeli pod tym postem będzie 6000 reakcji (łapek w górę, serduszek) to wtedy wypowiemy się, tym samym przyłączając się w obronie zwierząt do tej burzy, jak realnie zmienić targi, nie tylko w Skaryszewie, bo plan już jest- tylko czy warto wychodzić z inicjatywą na światło dzienne, zdecydujcie sami- z korzyścią dla zwierząt.

Na końcu dodam, że opis Skaryszewa, starałam się jak najbardziej wypośrodkować- mam nadzieję, że udało nie zakrzywić mi się rzeczywistości.